FANDOM


Witam w kolejnym, pięćdziesiątym piątym odcinku programu. Dzisiaj zrecenzuję koszmar z konsoli czwartej generacji. I mówiąc koszmar, nie przesadzam ani trochę. Przygotujcie swoje pieluchy, bo to co za chwilę zobaczycie sprawi, że zesracie się na miejscu. A więc, zapraszam do oglądania.

Gra Hong Kong 97 została stworzona w 1995 roku, przez hapisoft. Jednak zanim dane nam będzie zagrać w tą katastrofę, twórcy przekazują graczom pewne ogłoszenie. Pragną byśmy na ich adres wysłali swoje gry na super Nintendo. Później te gry miały zostać sprzedawane, a gracz miałby aż jedną trzecią z zysku. Trochę dziwny sposób na rozpoczęcie gry, prawda? Ale to dopiero początek horroru.

Później, po zobaczeniu zajebistego tajtyl skrina ukazującego niski budżet lub jego brak, wita nas fabuła pokazana w obrazkach z podpisami. Otóż, w roku 1997 w Hong Kongu panuje chaos. Poziom występków wzrasta, a jedyną osobą, która może powstrzymać ten terror jest jackie chan, który tak naprawdę nazywa się czin i jest spokrewniony z brusem li. Tymczasem w Chinach, wskrzeszono Tong szau pinga, by stał się potężną bronią. Oprócz tego, że fabuła jest nieludzko głupia, to jeszcze przepowiedziała przyszłość. Otóż w grze mówiono, że Deng Ksjiaoping został zabity w roku 1997, co tak naprawdę zdarzyło się naprawdę. Ale tak czy owak, czas pokazać to wiekopomne dzieło.

Co ja, kurwa, pacze? Dlaczego w tle są plakaty propagandowe? Dlaczego wszyscy chcą mnie zabić? Dlaczego ginę po dotknięciu czegokolwiek? Dlaczego gdy strzelam w przeciwników, oni wybuchają jak pierdolona atomówka? Dlaczego gdy ginę pojawia się zdjęcie trupa z roku dziewięćdziesiątego drugiego? Co to kurwa jest? Dlaczego strzykawki czynią nas nieśmiertelnym? Co to za kosmiczne oko? Dlaczego znowu pojawia się to intro? Co twórcy brali podczas tworzenia tego chujostwa? Okej, czas trochę ochłonąć, i powiedzieć o co tu właściwie chodzi.

Naszym zadaniem jest zabijanie wszelkiej maści chińczyków. Od biznesmenów którzy dostali ataku, aż po zwariowanych chińczyków, którzy oprócz popierdalania jak Kubica na torze, strzelają w nas niezidentyfikowaną białą substancją. Gdy wybijemy w pień odpowiednią liczbę mieszkańców Hong Kongu, zmierzymy się z bosem, gigantyczną i ostateczną bronią, pierdoloną głową. Oczywiście sama walka jest banalnie prosta, a ruchy przeciwnika są niezmienne i przewidywalne. Gdy nasz wielki przeciwnik wyeksploduje, wracamy do niszczenia cywili. I tak w koło Macieju. Gra nie skończy się dopóki nie wybijemy w pień jednego koma dwa biliona ludzi. Oczywiście przez absurdalny poziom trudności, nikt w Internecie tej gry nie przeszedł. No, poza czakiem norisem.

Kolejną wadą tego chłamu jest oprawa. Grafika jak na możliwości super Nintendo jest naprawdę kiepska. Wszystko wygląda jak zmieszane łajno konia z rzygami. Równie dobrze po uproszczeniu grafik w intrze, można byłoby sportować ten syf na enijesa. Ale to wszystko to nic w porównaniu do szaty muzycznej. Jeśli puściliście komuś ten utwór, a ta osoba po chwili dostała ataku, to na pewno grała w te gówno. Oprócz zapętlonych dwóch wersów piosenki aj low Bering tiananmen, nie ma tutaj nic. Sama ta muzyka to czyste zło. Powoduje kurwicę oraz z powodzeniem powoli pożera cały nasz mózg. Ta abominacja mogłaby być skuteczną torturą. Jest tak wkurwiająca.

Warto też co nieco powiedzieć o sterowaniu. I nie mam na myśli tego, z jaką trudnością kierujemy naszym protagonistą. Chodzi mi o rozłożenie przycisków. SNES oprócz krzyżaka ma 8 guzików. A, be, Iks, y, er, l oraz start i selekt. W tej grze oprócz dipada do kierowania postacią używamy jednego przycisku. I zgadnijcie jakiego. Pierdolone Y! Kto pomyślał, że strzelanie akurat tym przyciskiem będzie dobrym pomysłem? No kurwa kto?! Na pewno nie była to normalna ludzka istota!

Niektóry ludzie określają Hong Kong 97 jako kusogę, czyli grę tak złą, że aż dobrą. Moim zdaniem gra jest tak zła, że nawet do dupy się nie nadaje. Genialna fabuła, wspaniała rozgrywka i przepiękna muzyka gwałcącą ciągle nasze uszy to cechy tego wiekopomnego dzieła. Niestety, hapisoft zbankrutowało, a prawa autorskie do tej gry wygasły, więc każdy może robić sobie z nią co żywnie mu się podoba. Wiecie co ja zrobiłbym z tym krapem? Włożyłbym wszystkie kartridże do tyłków twórców, czyli tam gdzie ich miejsce. I tym optymistycznym akcentem zakończymy babranie się z tym gniotem.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.